Music

środa, 10 października 2012

Dziewiąty

Wciąż nie mogę zapomnieć o Nicku. Wciąż mam w głowie słowa Anne: "(...) nikogo nowego nie przyjęliśmy (...)". Czyli... Kim on był? To nie był mój wymysł. Może i jestem chora, ale nie niezrównoważona. Dotykałam go. Czułam jego łzy na swoich dłoniach. To po prostu nie jest możliwe.
To już siódmy dzień bez niego. Harrego, oczywiście. Czas bardzo szybko leci, jak nigdy. Przeczytałam już wiele listów. W każdym pisze, że mnie kocha, tęskni, i że to już niedługo. Pisze to zawsze na końcu tak, że czasem nawet nie chce mi się czytać tego samego. Ale czytam, jak obiecałam. Jest już wieczór, a ja nie dostałam żadnego znaku od Anne...
Był tu wolontariusz, muszę iść na zebranie w świetlicy.
*
- Felicity? To dla ciebie. - rzekł wolontariusz podając dziewczynce paczkę.
- Dla mnie?
- Tak. Był tu listonosz, który przywiózł wam prezenty, zapewne od rodziców. - uśmiechnął się.
Melanie tylko westchnęła, czekając na wypowiedzenie jej imienia. Paczek na stoliku coraz mniej, i mniej... aż wreszcie nie było ich w ogóle.
- Melanie, sądzę, że twój prezent czeka na ciebie w pokoju. - dziewczyna w pośpiechu opuściła świetlicę, kierując się wąskim korytarzem na wprost. Dotarła do pomieszczenia, i to co ujrzała przekroczyło jej wszelkie wyobrażenia. Na łóżku leżał wielki bukiet żółtych słoneczników, jak również list.
Wiesz, co symbolizują? - Ślepą miłość. Ślepo podąża  do słońca, tak jak ja próbuję dostać się do Twojego serca. Kocham Cię.
Harry
P.S. To dopiero początek niespodzianek. Zajrzyj pod poduszkę.
Z wielkim i szczerym uśmiechem na ustach, wypełniła polecenie ukochanego. Znalazła wyszkicowany nieco niedokładnie plan górnego korytarza i pomieszczeń szpitala. Szczególną uwagę Apple przykuł dużych rozmiarów czerwony krzyż w jednym z nich. Na odwrocie natomiast ciąg liczb i liter, co wydawać by się mogło hasłem do... czegoś. Zostawiając słoneczniki w rogu pokoju, wyruszyła na poszukiwanie owego skarbu. Najpierw po schodach, w górę, wyżej, jeszcze schodek. Potem ciemnym korytarzem wzdłuż niebieskiej wstążki wijącej się po białych ścianach, dotarła do jego końca; na drzwiach widniała kartka. Momentalnie rozpoznała pismo Harrego.
Nie bój się, idź dalej.
I wielkie serce pod spodem. Uchyliła drzwi. Zaniemówiła. Całe pomieszczenie wyściełane kolowymi poduszkami, serpentynami, lampkami świątecznymi, płatkami czerwonych róż... Po środku dwa fotele, na jednym z nich coś, czego Melanie dość długo nie widziała, z czym nie miała do czynienia przez  minione tygodnie. Laptop. Liścik głosił: "(...) Po prostu otwórz(...)". Swymi delikatnymi dłońmi musnęła urządzenie, po czym zdecydowała się na konkretne posunięcie. Zobaczyła jego. Dzisiejsza technologia pozwala na wiele więcej, niż jeszcze całkiem niedawno. 
- Melanie? - szepnął, widząc jej lekko uchylone wargi, i zdziwiony wzrok. - Melanie?
- Tak... Tak bym chciała cię teraz przytulić. - załkała.
- Tylko nie płacz. Przecież nie po to to wszystko zorganizowaliśmy.
- Łzy nie są oznaką słabości Harry. To po prostu znak, że ci na kimś naprawdę zależy.

______________________________
Idę spać, dobranoc xxx

niedziela, 7 października 2012

Ósmy

Dzień pierwszy bez niego. Za kilka godzin dostanę list od Niego. Szczerze mówiąc, nie postarał się. Cecilia Ahern jest na tyle znana, że ją znam. O, masło maślane. Dziwnie tu bez Niego. Strasznie za nim tęsknię. Anne nie ma dla mnie już tyle czasu, co wcześniej. Twierdzi, że "ma do mnie zaufanie", tak więc siedzę sama w pokoju całymi dniami, przytłaczając się przytłaczającą muzyką. O, znowu masło maślane. Powoli odpływam z marzeniami.
P.S. Panie Boże, mam do ciebie prośbę. Chcę się zmienić. Ale Panie Boże, nie przesadzaj. Tak jak wiesz, codziennie płakałam. Dziś ma być inaczej - chcę przetrwać ten dzień z uśmiechem na twarzy.
- Nie przeszkadzam? - Melanie zauważyła część twarzy szesnastoletniego chłopaka wysuwającej się zza uchylonych drzwi. 
- Jestem zajęta, nie widzisz? Lepiej będzie, jak wyjdziesz... Dobra, wejdź. - dopowiedziała widząc jego smutną minę. Schowała pamiętnik pod łóżko, i wskazała wolne miejsce koło siebie, na biało-brązowej pościeli.
- Jestem Nick. I jestem tu nowy.
- Melanie. - Odparła. Od chłopaka biło niesamowite ciepło mentalne. - Czemu tu jesteś? - Tak wiem. Rozmowa niczym na poziomie pięcio, może sześciolatków. Chociaż sam Nick prawie że do takich należał, miał może dwanaście lub trzynaście lat.  Ale tak właśnie zachowują się osoby psychicznie chore, ale nie niezrównoważone. Oprócz tego, że żyją w swoim osobistym świecie i rzadko kiedy wpuszczają w niego kogokolwiek, myślą jeszcze że każdy inny żyje w tym samym świecie, lecz w innej bajce. Wiem, skomplikowana sprawa. Ale postaraj się to zrozumieć. Te zdanie skrywają większą część całej historii; padło pytanie, po czym chłopak rozpłakał się tak, jakby ten świat nagle runął.
- Po prostu potrzebuję miłości. - szepnął przez łzy. Apple nie wadząc nikomu, przytuliła Nicka. Nie, nie kochała go. NIC do niego nie czuła. Ale czuła, że jest mu potrzebna. Zupełnie tak, jak ona potrzebowała Harrego.
- Przykro mi, nie mogę ci jej dać. Mam kogoś, kto daje mi to samo, czego ty w tej chwili potrzebujesz. Ale jestem pewna, że ktoś tu ci tą miłość podaruje. Są tutaj TYLKO życzliwi i mądrzy ludzie, którzy lubią i chcą pomagać.
- Opowiedz mi o tym kimś, kto cię kocha. - Kocha kocha kocha... W głowie Melanie pełzały tylko i wyłącznie te słowa, nie mogła nic z siebie wyksztusić. - Hm?
- Słucham?
- Opowiedz mi o nim.
- O Harrym?
- Tak, o nim.
- Więc...
- Gdzie teraz jest?
- Ym, wyjechał.
- Dokąd?
- Nie wiem.
- Nie powiedział ci?!
- N..
- To znaczy, że tak naprawdę nie kocha. - wtrącił się.
- Nie masz prawa tak mówić. Kim ty w ogóle jesteś, żeby zachowywać się w taki sposób?! Wyjdź, mam cię dość!
Melanie wypchnęła chłopaka za drzwi, po czym wturlała się z powrotem na łóżko i zaczęła szkochać.
- Nie kocha? Nie kocha? Nie kocha? - Powtarzała. Postanowiła pozbierać się, i pójść porozmawiać z Anne. - Mogę? - szepnęła, wsuwając nos za drzwi jej gabinetu.
- Jasne skarbie, wchodź.
- Przyszłam w innej sprawie, ale... możesz dać mi list?
- Coś się stało? - Anne zauważyła ślady łez na jej policzkach, oraz usłyszała drżący głos.
- Tak... Możesz mi powiedzieć coś o Nicku?
- Jakim Nicku, słonko?
- Tym nowym.
- To zabawne, od czasu twojego przyjęcia, nie pojawił się nikt nowy. - Magia? Bóg? 
- W porządku, to chyba tylko sen... Więc, mogę prosić o list?
Dziewczyna uradowana śladem Harrego w swojej dłoni opuściła salę, i wróciła do swojego pokoju. Usiadła na łóżku, i zaczęła czytać:
Melanie,
To pierwszy dzień beze mnie. Jak sobie radzisz? Mam nadzieję, że nie zapomniałaś o kluczyku, który ci dałem. :) A jeżeli tak, zrób szybko to, co kazałem. Pamiętaj: to, co zobaczysz w szafie, jest TWOJE. Bez względu na wszystko. 
Do jutra, 
Twój Harry
- No tak! Kluczyk! - Apple jednym ruchem wygramoliła go spod poduszki, i pokonując wysokie schody dotarła do kantoru. Otworzyła szafę w dość prosty sposób, gdyż była otwarta. Znajdował się w niej instrument. Instrumentem tym była gitara, obok biała, malutka karteczka: To klucz do szafy, która nazywa się sercem. Melanie przycisnęła drewniane pudło rezonansowe do piersi, odpływając w toni zapachu ukochanego.

___________________
Dokończyłam! Rozdział z dedykacją dla @neskowelove - Dziękuję xxx