Wciąż nie mogę zapomnieć o Nicku. Wciąż mam w głowie słowa Anne: "(...) nikogo nowego nie przyjęliśmy (...)". Czyli... Kim on był? To nie był mój wymysł. Może i jestem chora, ale nie niezrównoważona. Dotykałam go. Czułam jego łzy na swoich dłoniach. To po prostu nie jest możliwe.
To już siódmy dzień bez niego. Harrego, oczywiście. Czas bardzo szybko leci, jak nigdy. Przeczytałam już wiele listów. W każdym pisze, że mnie kocha, tęskni, i że to już niedługo. Pisze to zawsze na końcu tak, że czasem nawet nie chce mi się czytać tego samego. Ale czytam, jak obiecałam. Jest już wieczór, a ja nie dostałam żadnego znaku od Anne...
Był tu wolontariusz, muszę iść na zebranie w świetlicy.
*
- Felicity? To dla ciebie. - rzekł wolontariusz podając dziewczynce paczkę.
- Dla mnie?
- Tak. Był tu listonosz, który przywiózł wam prezenty, zapewne od rodziców. - uśmiechnął się.
Melanie tylko westchnęła, czekając na wypowiedzenie jej imienia. Paczek na stoliku coraz mniej, i mniej... aż wreszcie nie było ich w ogóle.
- Melanie, sądzę, że twój prezent czeka na ciebie w pokoju. - dziewczyna w pośpiechu opuściła świetlicę, kierując się wąskim korytarzem na wprost. Dotarła do pomieszczenia, i to co ujrzała przekroczyło jej wszelkie wyobrażenia. Na łóżku leżał wielki bukiet żółtych słoneczników, jak również list.
Wiesz, co symbolizują? - Ślepą miłość. Ślepo podąża do słońca, tak jak ja próbuję dostać się do Twojego serca. Kocham Cię.
Harry
P.S. To dopiero początek niespodzianek. Zajrzyj pod poduszkę.
Z wielkim i szczerym uśmiechem na ustach, wypełniła polecenie ukochanego. Znalazła wyszkicowany nieco niedokładnie plan górnego korytarza i pomieszczeń szpitala. Szczególną uwagę Apple przykuł dużych rozmiarów czerwony krzyż w jednym z nich. Na odwrocie natomiast ciąg liczb i liter, co wydawać by się mogło hasłem do... czegoś. Zostawiając słoneczniki w rogu pokoju, wyruszyła na poszukiwanie owego skarbu. Najpierw po schodach, w górę, wyżej, jeszcze schodek. Potem ciemnym korytarzem wzdłuż niebieskiej wstążki wijącej się po białych ścianach, dotarła do jego końca; na drzwiach widniała kartka. Momentalnie rozpoznała pismo Harrego.
Nie bój się, idź dalej.
I wielkie serce pod spodem. Uchyliła drzwi. Zaniemówiła. Całe pomieszczenie wyściełane kolowymi poduszkami, serpentynami, lampkami świątecznymi, płatkami czerwonych róż... Po środku dwa fotele, na jednym z nich coś, czego Melanie dość długo nie widziała, z czym nie miała do czynienia przez minione tygodnie. Laptop. Liścik głosił: "(...) Po prostu otwórz(...)". Swymi delikatnymi dłońmi musnęła urządzenie, po czym zdecydowała się na konkretne posunięcie. Zobaczyła jego. Dzisiejsza technologia pozwala na wiele więcej, niż jeszcze całkiem niedawno.
- Melanie? - szepnął, widząc jej lekko uchylone wargi, i zdziwiony wzrok. - Melanie?
- Tak... Tak bym chciała cię teraz przytulić. - załkała.
- Tylko nie płacz. Przecież nie po to to wszystko zorganizowaliśmy.
- Łzy nie są oznaką słabości Harry. To po prostu znak, że ci na kimś naprawdę zależy.
______________________________
Idę spać, dobranoc xxx
Świetny < 3
OdpowiedzUsuńA końcówka po prostu przepiękna ; )
Do następnego ; *