Music

piątek, 3 sierpnia 2012

Drugi

- Wychodzę z Erin, nie wiem kiedy wrócę. - rzuciła Mel, zatrzaskując za sobą drzwi. Wyszła z klatki schodowej, rozejrzała się wokoło, i widząc przyjaciółkę i jej chłopaka pomachała. Ta podeszła, przytuliła Apple, i ruszyły w stronę ulubionej kawiarni.
- Łłładnie dziś wyglądaszs... - powiedział Chris.
- Racja. - zawtórowała Berry, czyli Erin.
- Co wy tacy mili? - zapytała zdziwiona, wchodząc przez otwarte drzwi ulubionej kawiarni. - Umieram, i chcecie umilić mi resztę życia? - zaśmiała się.
- Melanie...
- Apple. - dziewczyna poprawiła przyjaciółkę.
- Apple... nie będziemy owijać, wiemy co się dzieje. - dokończył chłopak. - Według nas wszystkich, najlepiej będzie, jak pójdziesz do lekarza.
- Czy was już wszystkich posrało? Dobrze się czujecie? Bo ja tak. Nic mi nie jest, jestem normalna, taka - jak zawsze byłam. Ale widzę że z wami coś nie tak, skoro robicie aferę z niczego.
- To nie jest normalne, Ap. Zmieniłaś się. - zaprzeczyła Erin.
- To może od razu wyślijcie mnie do psychiatryka?
- Mel..
- Właściwie, chodźmy tam razem. W końcu to nie ja tu jestem ćpunem. - rzuciła, i wybiegła z lokalu strącając na podłogę kubek z gorącą kawą cappucino. Szła przed siebie, twardo jednak trzymając w sobie masę słonych kropli. Minęła bramę cmentarną, ale jakiś cichy głosik, zwany sumieniem kazał jej zawrócić. Skręciła, a po chwili otaczało ją grono marmurowo-granitowych pomników. Wszystkie grobowce od zawsze wydawały jej się takie same; mimo to drogę do grobu dziadka miała wyrytą w głowie, chyba od wieków. Skręciła w lewo, potem w prawo, i znów... Nie była tam od kilku lat, stwierdziła że dużo się zmieniło.
- Cześć, dziadku. - Apple zaczęła cichy monolog. Wiedziała, że teraz już przed niczym i nikim nie musi ukrywać łez. Zmarli i tak je czują. - Mógłbyś sprawić, żeby wakacje były dłuższe? Żartuję. Ale mógłbyś sprawić, żebym już więcej nie płakała? I żebym częściej do ciepie przychodziła? Nie pamiętałam o tobie, nie tęskniłam... Byłam głupia. Ale teraz już z tobą zostanę. Na dłużej. W sumie, może na zawsze? Co ty na to? Przyjęlibyście mnie tam, na górze? Albo ewentualnie, na dole. - wymusiła uśmiech wycierając twarz z mokrych kropli. - Dziadku, przejdź się ze mną na spacer. Prawie w ogóle cię nie pamiętam, a wpatruję się w twoje zdjęcie i przywołuję we wspomnieniach głuchy dźwięk twojego szeptu i śmiechu. Co mam zrobić? A... A może naprawdę jest ze mną coś nie tak? Zrobiłam coś złego? - Melanie uroniła ostatnią łzę, podniosła się z kolan, i ruszyła na spacer prowadzący w koło cmentarza. - Idziesz ze mną, prawda? Cały czas ze mną jesteś. Wiem to. Zobacz, jakie maleństwo. - dziewczyna wskazała nagrobek dwumiesięcznego niemowlęcia, zmarłego śmiercią tragiczną. - Wszyscy powinniśmy się cieszyć, że dożyliśmy tyle, ile dożyliśmy, dziadku. A ty nie masz na co narzekać. A ja wolałabym tu z tobą zostać, tyle lat cię zaniedbywałam. A teraz, czas na mnie. Mam nadzieję, że pomożesz mi w rozmowie z mamą, i przeprosinach Erin... Będzie ciężko. - Westchnęła, i znów przekroczyła zimne mury cmentarnej bramy. - Tylko tu już czuję się bezpiecznie.

2 komentarze:

  1. WoW ! Genialny < 3
    Bardzo spodobało mi się to opowiadanie ; )
    Czekam nn ! ; *

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam łzy w oczach. Genialny blog :) xx

    OdpowiedzUsuń