Po raz pierwszy w życiu dni Melanie leciały tak powoli. Na wszystko wciąż musiała czekać, niecierpliwić. Czuła się obco z otoczeniu rodziny i przyjaciół, co również zdarzało się rzadko. Już nic nie było takie samo. Apple siedziała w swoim pokoju, na niewielkim niebieskim łóżku czytając książkę. Pochłaniała ją melancholia, nie potrafiła się na niczym skupić. Ale zawsze była na to rada. Wyjątkowo robiła to iglą, nie żyletką, żeby nie wzbudzać więcej podejrzeń trzymając narzędzie w pokoju. A coś ostrego zawsze było pod ręką: chociażby mała pinezka z korkowej tablicy wiszącej w pokoju szesnastolatki. Jednak tego dnia nawet od tego coś ją odpierało, nie mówiąc o tym, że dom był pełen ludzi, a w każdej chwili do pokoju mogła wejść mama, tata, czy ktokolwiek inny. Przełamała się. Cicho otworzyła potężną szufladę antycznego mebla, a już po kilku sekundach na jej lewej ręce widniała kolejna, kolejna, i kolejna rysa. Wyrycie zajmuje nieco czasu, jednak można powiedzieć, że Melanie wprawy nabierała z czasem, czyli prościej mówiąc była w TYM dobra. Rzuciła narzędzie za siebie, słysząc kroki znane od dawna. To była mama, a kierowała się do pokoju dziewczyny. Serce zabiło nieco szybciej, Apple pobiegła do łóżka, i chowając się nieruchomo pod kołdrą, udawała że śpi. Carmin tylko lekko się uśmiechnęła, zgasiła światło w pokoju, i zatrzasnęła drzwi. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, po czym wypełzła spod gorącej narzuty. Usiadła na parapecie, i z dźwiękami Metalliki w słuchawkach wpatrywała się w błyskające pioruny, których zawsze tak bardzo się bała. Teraz były jej aż nadto obojętne, mimo gęsiej skórki... wszędzie. Zimny pot spływał po jej czole, a kiedy próbowała otrzeć czoło dłonią, usłyszała za sobą kroki. Do pokoju weszła mama.
- Czemu nie śpisz?
- Bo nie chcę.
- W takim razie porozmawiajmy.
- Chcesz rozmawiać o północy ?
- Każda pora jest dobra...
- Nie owijaj. Zaczynaj, szybciej skończysz. - powiedziała Melanie z wielkim sarkazmem.
- Myślisz, że ja nie widzę? - wskazała rękę dziewczyny zakrytą rękawem bawełnianej piżamy. - Widzę, i to bardzo dobrze. Co ci to daje, pytam. Co? Ulżyło ci? Jest ci lepiej? Nie lepiej przyjść do mamy, i powiedzieć, ze coś jest nie tak? Przecież masz Erin, i tego Chrisa czy jak on tam... Patrz na mnie jak do ciebie mówię!
- Nie wrzeszcz.
- Postanowiliśmy z tatą...
- Z tatą? Ach, zapomniałam jaką mam wspaniałą mamusię. Już napewno całe miasto o tym wie!
- Nie przeginaj! Tylko obiecaj...
- Nie.
- Obiecaj, że...
- Nie!
- Że tego więcej nie zrobisz!
- Nie mogę! Nie umiem, rozumiesz? Muszę to robić, po prostu muszę!
- Samookaleczanie, nigdy nie sądziłam, że spotka to taką osobę jak ty...
- A widzisz, jednak. Nie jestem tak idealna, jak ci się wydawało.
- Ale dlaczego? Bo nie masz tyle pieniędzy co Erin, i nie chodzisz w markowych spodniach i butach?
- Nie ważne.
- Obiecaj mi to.
- Nie będę obiecywać czegoś, czego nie mogę spełnić, mamo. - odparła, wycierając rękawem łzę spływającą po policzku Carmin.
Zajebisty ! < 3
OdpowiedzUsuńMasz talent ; )
Czekam nn ; *