Music

wtorek, 21 sierpnia 2012

Czwarty

Po odbyciu przez Apple kolejnej poważnej rozmowy, tym razem z matką, Erin postanowiła wziąć sprawy przyjaciółki w swoje ręce. Pierwszy raz w życiu poczuła się naprawdę potrzebna. Wiedziała, że na niej spoczywa obowiązek uratowania życia Melanie. Została z tym sama. Odrzuciła nawet pomoc własnego chłopaka, najwierniejszego przyjaciela. Teraz to było jej obojętne. Non stop podnosiła i kładła z powrotem słuchawkę przenośnego telefonu stacjonarnego, będącego na skraju wyczerpania. Szukała kogoś, kto naprawdę pomoże. Kogoś wyjątkowego, innego. Nie chodziło jej o doświadczenie. Czuła, że Apple potrzebuje czegoś, co nazywamy uczuciem. Miłością, jak kto woli. 
-Halo? - Wychrypiała zmęczonym już głosem.
- Witamy w poradni psychologiczno-psychiatrycznej dla młodzieży. W czym mogę pomóc?
- Mam, mamy problem. To znaczy.. moja przyjaciółka. To znaczy.. ona.. - Spokojnie, dawaj! Zganiła się w myślach.- Ehh.. Samookaleczanie. Chciałabym jej pomóc.
- Wszystko załatwimy na miejscu. Czekamy na was.
Uradowana Berry ponownie odłożyła słuchawkę, po czym wybiegła z domu z prędkością huraganu. Biegła pustymi ulicami miasteczka tak, że już po chwili znalazła się na podwórzu przyjaciółki.
- Dzień dobry. Zastałam Ap.. Melanie? Mam dobre wieści. 
- Jasne, jest na górze.
Czym prędzej pokonała kilka schodków, znajdując się w pokoju przyjaciółki. Po cichym przywitaniu, Erin opowiedziała przyjaciółce o całym dzisiejszym poranku.
*
- Boję się. - szepnęła Melanie, zatrzymując się przed niewielkim siwym budynkiem, otoczonym rusztowaniami. Poczuła jedynie szarpnięcie z przodu, pchnięcie w tyłu, i znów znalazła się w ruchu. - Tak.. Co ja bym bez was zrobiła... - I z wymuszonym uśmiechem wkroczyła na teren budynku. Poruszała się niepewnie. Z niepokojem stawiała każdy krok. Po prawej stronie ujrzała czarnowłosą kobietę w średnim wieku.
- Czy ty jesteś Melanie?
-Apple. Proszę mówić mi Apple. 
- Wejdź. 
Dziewczyna po raz ostatni popatrzyła na swoich przyjaciół. Na twarzy Berry malował się smutek związany z całą sytuacją, pomieszany z radością, spowodowaną tym, że znalazła rozwiązanie. Natomiast twarz Chrisa? Wyglądała niesamowicie, tak.. inaczej. Niesamowicie inaczej, wyjątkowo. O tak, to jest dobre określenie. Jego oczy miały oceanicznie głęboki wyraz.
- Usiądź. - Kobieta zatrzasnęła dużych rozmiarów drzwi, po czym wskazała na obite czerwonym materiałem krzesło. Dziewczyna skorzystała, siadając na przeciwko Anne, jak twierdziła tabliczka na jej klatce piersiowej. Siedziały na przeciwko siebie, milczały, patrzyły w oczy. Po kilku minutach takiegoż odpustu, czarnowłosa spuściła wzrok.
- Proszę powiedz, o czym teraz myślisz.
- Mam ochotę powiedzieć ci "idź się piepszyć". Tak jak większości wielkim psychologom i znawcom mojego życia. Ale nie zrobię tego, nie teraz. 
- Co jest twoim marzeniem? - Apple długo zwlekała z odpowiedzią. Już, już chciała powiedzieć prawdę. Miłość. Tak, to miłość. Coś ją zatrzymało. Zaraz zacznie się temat dotyczący jej uczuć, chłopaków... Nie chciała tego. Cierpiała. Zacisnęła pięści, gryząc się w język.
- Ja nie mam marzeń.

2 komentarze: